poniedziałek, 4 listopada 2013

Biegiem przez październik


 Cześć!
            Dawno już nie zamieszczałem jakiegokolwiek wpisu na blogu, jednakże w końcu nadszedł ten czas, aby znów się trochę uaktualnić. Mam nadzieję, że to jest początek moich bardziej aktualnych wpisów, przynajmniej będę się starał aby tak właśnie było.

            Wracając jednak, do rzeczy, to muszę przyznać, że ostatnio moje bieganie wyglądało trochę jak ten blog – czyli biegania mało i bez koniecznej regularności. Pomimo tego, postanowiłem jednak kilka razy wystartować, żeby poczuć trochę atmosferę zawodów i złapać wiatr w żagle.

            Pierwszy mój start przypadł na Bieg Europejski w Olsztynie, odbywający się 5 października. Na starcie nie stanęło zbyt wielu zawodników, a to chociażby dlatego, iż limit uczestników wynosił 200 osób. Jeszcze przed tym biegiem zaliczyłem istną gehennę związaną z elektronicznymi zapisami na zawody, jednak ostatecznie udało się zapisać. W czasie samego startu dopisała pogoda, bo było słonecznie, choć niezbyt ciepło. Na tych zawodach udało mi się dobiec na II pozycji, między innymi dzięki temu, iż jakieś 200/300 m przed metą zawodnik biegnący bezpośrednio przede mną pomylił trasę. Kiedy zobaczyłem, że biegnie w złym kierunku krzyknąłem mu nawet, że się pomylił, a potem jeszcze czekałem na niego, aby dać mu jeszcze szansę na próbę podjęcia walki na finiszu, jednakże był już tak zrezygnowany, że nie nawiązał rywalizacji i spokojnie dobiegł do mety, zresztą podobnie jak ja. Sytuacja o tyle mnie zdziwiła, ponieważ meta była jednocześnie linią startu, a więc każdy biegacz nawet biegnący w tym biegu po raz pierwszy, powinien znać dokładnie trasę finiszowych metrów. Cóż, jak widać czasem w sporcie decyduje także szczęście lub jego brak.

            Kolejny start to już pierwszy bieg z cyklu Z biegiem natury. Zawody tradycyjnie odbywały się w Gdańsku, na trudnej, 5 km trasie. Początkowo planowałem potraktować ten start jako mocny trening, a po zawodach pójść jeszcze na stadion pobiec szybkie 500 m, jednakże fakt, że na 2 dni przed zawodami się przeziębiłem i nie biegałem, skłoniło mnie do rezygnacji z tych ambitnych planów. Ostatecznie okazało się to dobrym rozwiązaniem, bo mój rywal w walce o zwycięstwo – Daniel Formela, bardzo dobry duathlonista, od początku narzucał mocne tempo biegu. Szczególnie obawiałem się, że podczas długiego i niebezpiecznego zbiegu ucieknie mi na tyle, że nie zdołam go dogonić. Na szczęście nic takiego się nie stało i niecałe 2 km przed metą, na podbiegu wyszedłem na czoło stawki, a objętego prowadzenia nie oddałem już do mety. Efektem szybkiego tempa był nowy rekord trasy, poprawiony chyba o ponad 20 sek.

            Następny bieg to kolejny cykl GP, tym razem przełajów w Lęborku. Co bardziej czujni czytelnicy wiedzą, że te starty są dla mnie obowiązkiem, bowiem jestem zawodnikiem Lęborskiego Klubu Biegacza im. Braci Petk, jednakże jak tylko mogę to z przyjemnością tam przyjeżdżam, bo trasa pozwala zawodnikom się rozpędzić, będąc dobrym przetarciem przed ważniejszymi startami na szosie. Tym razem na starcie stanęli między innymi Michał Breszka i Paweł Pietraszke, więc zawodnicy z pierwszego sortu na pomorskich trasach biegowych. Michał od początku zaczął dyktować bardzo mocne tempo, jednakże postanowiłem pójść na całość i spróbować dotrzymać mu tempa. Na pierwszym kole dawałem nawet zmiany, jednakże sił starczyło tylko do 2 koła. Mimo to ciągle utrzymywałem dobre tempo i w efekcie bieg zakończyłem na II miejscu, co było dobrym prognostykiem przed dychą w Gdyni.

            Niestety ostatni tydzień to egzamin na aplikacji oraz wyjazd na południe Polski, co spowodowało, że biegałem tylko 4 dni. Wszystko więc wskazuje, iż podczas Biegu Niepodległości będę musiał bardziej opierać się na tzw. „talencie” (cudzysłów umieściłem umyślnie), niż na zbudowanej na treningach formie. Cóż, takie życie biegacza amatora…


            Na dziś to tyle, w następnych wpisach spodziewajcie się relacji z imprezy biegowej „Gdańsk Biega 2013”, a także pojawi się trochę wpisów związanych ze sprzętem do biegania.

1 komentarz:

  1. bierz się za trening Kolego, bo ja już powoli zaczynam :-P

    OdpowiedzUsuń