Cześć!
W ostatnim tygodniu
spędziłem czas na wakacjach, stąd też wpis na ten temat. Wakacje
to czas, kiedy bardzo ciężko jest zmobilizować się do realizacji
planu treningowego, jednakże szkoda jest utracić formę, którą
się w pocie czoła budowało.
Niestety, już na
wstępie można śmiało powiedzieć, że Turcja – bo tam
odpoczywałem – nie jest idealnym miejscem do uprawiania biegania.
Przede wszystkim pogoda.
W miarę znośne warunki pogodowe do biegania panują tak naprawdę
po zmierzchu. Idealnym czasem na wykonanie treningu jest czas od ok.
20 do 7:30. W tym czasie temperatura "spada" do ok. 26 –
27 stopni. Tuż po brzasku od razu temperatura rośnie do ok. 30
stopni, aby w ciągu dnia podbić się jeszcze o kilka kresek. Wprawdzie u nas np. tego lata także było bardzo ciepło, ale w
Polsce zawsze można schować się do lasu, gdzie cień i wiatr
ratują trochę całą sytuację. W Turcji niestety nie ma tak lekko.
Nie ma tutaj roślinności przynoszącej chłód – okoliczna
roślinność to niskie krzewy lub osty, nie rośnie trawa, więc
wszystko unosi się w kurzu. To potęguje uczucie ciepła,
które jest o wiele większe, niż w Polsce przy tej samej
temperaturze. Ochłody nie przynosi też bryza znad morza. Co
ciekawe, w hotelu gdzie mieszkaliśmy, sztucznie utrzymywana jest
zielona roślinność i trawa. Dzięki mimo dużego ciepła, jest tam
względnie znośnie. Niestety w hotelu biegać się nie da, trzeba i
tak wyjść poza obiekt.
Kolejnym problemem jest
brak dobrego miejsca do biegania w tym kraju. Drogi są kiepskiej
jakości, często trudno jest gdzie kończy się asfalt, a gdzie
zaczyna się miękkie pobocze. Dodatkowo, Turcy dosyć swobodnie
podchodzą do jazdy swoim torem drogi – często jadą pod prąd,
albo np. na 2 pasmowej drodze autobus jedzie środkiem drogi,
natomiast osobowe samochody i motory jadą miękkim poboczem... Mimo
to wydaje się, że pobocza drogi są chyba najlepszym miejscem do
biegania. Są wprawdzie polne drogi, jednakże mają one swoje
istotne mankamenty. Po pierwsze, są one dosyć krótkie i często
kończą się niespodziewanie. Nawierzchnia też nie sprzyja
rozwijaniu dużych prędkości – jest dużo ostrych kamieni, które
gęsto wyrastają z twardej i piaszczystej, nieutwardzonej drogi.
Ponadto, jest jeszcze kolejny problem, na który również ja sam
natrafiłem – w Turcji pełno jest bezdomnych psów. Żerują one
głównie przy osadach miejskich i w samych miastach, jednak ja
miałem nieprzyjemność spotkać agresywnego czworonoga na polnej
drodze, tuż przy starej i niezamieszkanej nieruchomości. Na
szczęście dla mnie, psa nie zobaczyłem, tylko usłyszałem jego
agresywne szczekanie (pewnie z pustego budynku) – od razu zrobiłem tył zwrot i w nogi do
najbliższego skupiska ludzi. Skończyło się bez szwanku, mimo to bieganie
po bezdrożach to jest jednak spora niewiadoma, czy nie zostaniemy
pogryzieni.
W ciągu 6 dni pobytu wykonałem 4 jednostki treningowe, w tym 2
krótkie wybiegania, a także zabawę biegową 15 x 30' na przerwie 2
', a także serię podbiegów pod ostrą ok. 250 m górę. Świadomie
zdecydowałem się na wykonanie krótkich i intensywnych akcentów.
Od początku pobytu wiedziałem, że zrobienie kilkunastu km II
zakresu będzie niewykonalne, gdyż nawet wybiegania nie przychodzą tutaj tak łatwo jak w Polsce.
Dodatkowo, w czasie
podróży powrotnej przeziębiłem się, bo w nocy po powrocie
dostałem temperatury, a także zaczęło boleć mnie gardło i
leciało mi z nosa. Z tego powodu nie dość, że musiałem zrobić
przymusową przerwę od biegania, to jeszcze zdecydowałem się
zrezygnować ze startu w biegu Westerplatte. Od tego tygodnia jednak
trzeba będzie znowu wrócić do treningu i odnaleźć formę, która
pewnie gdzieś zaginęła między Turcją a Polską...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz